wtorek, 20 czerwca 2017

Cacko...terapeutyczne i już cz. I

Właściwie jest już dawno skończone. Tak na prawdę ukończyłam 3 projekty w ciągu dwóch miesięcy,  No, może 2, bo dzisiaj skończę trzeci, który choć najmniejszy, to wymagał najwięcej czasu i pracy. Ze starymi meblami jest tak, że niczego nie przyspieszysz. Całkiem, jak na budowie - wszystko ma tu swoją kolej...

sobota, 29 kwietnia 2017

Pierwszy efekt...

No i jest! Pierwszy efekt mojej pracy stoi w moim salonie, który urządzony jest w sposób minimalistyczny, a więc, tylko tapczan narożny, stolik kawowy, fotel no i komoda, której dałam nowe życie. Dzisiaj jeszcze przy okazji odebrania mojego przyjaciela z pilskiego dworca, podjadę do Liroy Merlin i szyldziki i klucze. Musiałam korzystać też z kreatywności, bo jak to bywa "w praniu wychodzi" wiele niespodzianek.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Terapia własna...

Jak wiadomo, każdy terapeuta, który uważa się za profesjonalistę powinien podlegać superwizji i co jakiś czas terapii własnej. Tak jest przyjęte wśród terapeutów zrzeszonych w różnych związkach, które dysponują superwizorami, czyli osobami w hierarchii postawionymi o szczebel wyżej, które pomagają w rozwiązywaniu trudności napotkanych w pracy terapeuty. Ponieważ nie jestem zrzeszona, a pracuję metodami wykraczającymi poza te, które proponują polskie zrzeszenia terapeutów pracujących metodami opartymi scricte na psychologii, korzystam czasem z superwizji moich dwóch doświadczonych przyjaciółek. Jedna z nich jest pedagogiem i socjoterapeutą, a druga psychologiem i facilitatorem Access. Obie posiadają certyfikaty, a przede wszystkim duże doświadczenie. W ostatnim czasie zwracałam się o pomoc do obu i po otrzymaniu informacji zwrotnej, zgodnie uznałyśmy, że sprawa w zasadzie jest nie do rozwiązania, ponieważ "klient" jest manipulujący (w Access Consciousness nazywa się go "patrol oszustów), który za każdym razem "odwraca kota ogonem", atakując z każdej strony, tak, by udowodnić... Zatem praca w tym momencie stała się bezsensowna, natomiast wyczerpała moją dobrą wolę i energię do cna...Czuła się już tak źle, że po konsultacji z w/w przyjaciółkami i lekarzem zgodnie podjęłyśmy krok "odcięcia się" i podjęcia terapii własnej.
Terapia własna - dla mnie bardzo dobry higienicznie czas. Czas dla mnie, w którym mogę się zdystansować do wielu rzeczy. To czas, w którym jest miejsce na dystans, a który ja zatraciłam. O przyczynach nie będę tu pisać, bo nawet nie warto, a i szkoda czasu na rozpamiętywanie. Wiem jedno - w niektórych sprawach muszę zmienić podejście do klienta-manipulatora.
Teraz co nieco mojej terapii własnej. Mam tak, ze nie wstydzę się pracy nad sobą. Nie wpadam w pychę, wierząc, że "pozjadałam wszystkie rozumy" i to teraz ja jestem wielka terapeutka. Jestem przede wszystkim człowiekiem, a więc, także ulegam wpływom różnych ludzi - także toksycznych.
Ktoś, kto osądza, że z terapii korzystają "ludzie niespełna rozumu, niezrównoważeni, itd." . Jestem przekonana, że takie myślenie mają ludzie, którzy sami przed sobą chcą "coś" ukryć, a co mogłoby ich zdemaskować. To ludzie, którzy przede wszystkim chcą zmienić i tym samym dostosować świat do swoich potrzeb, a nie zmieniać siebie. Niestety, można zmieniać tylko siebie.
Zatem podjęłam wyzwanie, by wzmocnić siebie. Po rozmyślaniach doszłam do wniosku, ze arteterapia byłaby tu najwłaściwsza. Zobaczyć piękno własnego wytworu będzie dawką wspaniałej energii. I tak poczyniłam już pierwsze kroki: zakupiłam szlifierkę (chociaż jedną już mam), papiery ścierne, pędzle, farby kredowe do mebli, woski, lakier, klej do decoupage. Wybrałam się też do Leroy Merlin po próbniki tapet, ponieważ będę oklejać niektóre fronty szafek., tam gdzie ząb czasu mocno naruszył fornir, a nie chcę póki co zajmować się renowacją na poziomie znawców tematu, lecz przeprowadzać małe metamorfozy, bawić się malowaniem, co sprawia mi dużą frajdę. Pani, która odcinała mi kawałki tapet wykazała się nieograniczoną cierpliwością i uprzejmością, bowiem trudno było mi się zdecydować na wybór - większość tapet w jakiś sposób mi się podobała.
Obejrzałam już mnóstwo filmików instruktażowych, zasububskrybowałam kilka fajnych blogów na ten temat, a teraz jazda...



Po obejrzeniu niezliczonej liczby przykładów metamorfoz mebli innych rzeczy (remonty schodów, pomieszczeń, itd.) mam totalny mętlik w morzu potrzeb mojego domu. Tak więc, na już do zrobienia jest boazeria, zamknięcie schodów (są ażurowe, a za nimi schodu do gabinetu, co tworzy nieład w przestrzeni), malowanie na poddaszu, uporządkowanie garażu (może sama położę na ścianie płytki z odzysku i zrobię stół z desek i kantówek do wszelkich prac warsztatowych) no i meble...







Cóż, czeka mnie dużo pracy, ale wizję tych mebli już mam. Zapłaciłam za nie niewiele, więc, nawet jeśli coś się nie uda, to strata będzie niewielka, choć nie zakładam tego, ze coś może się nie udać. Na pierwszy rzut pójdzie komoda na nóżkach, bo idealnie pasuje do mojego salonu...Oczywiście postęp prac będę sukcesywnie dokumentować i wrzucać tutaj na bloga. Jednym słowem będę pokazywać też postęp w mojej arteterapii